piątek, 15 września 2023

Matura ...

W maju 2018 roku kiedy zbliżał się już czas egzaminów, zdałam sobie sprawę, że tak naprawdę, to w ogóle się nie uczyłam. 

Pomyślałam, że jakoś to będzie.

Pamiętam, że zamiast się uczyć to liczyłam na cud, wiedziałam, że nie mam nic do stracenia.

Kiedyś Pan M., z którym współpracowałam zapytał mnie jak idzie mi nauka, ja na to: "No jeszcze tydzień został, to coś tam się nauczę chyba".

I wypowiedziałam na głos słowa: "Boże proszę niech tylko matmy nie zdam, to będę mogła przystąpić do poprawki". 

Bóg to wziął na serio, pamiętajcie, że słowo ma moc.

Znajomi co to słyszeli wiedzą i dziwili się czemu tak powiedziałam, przecież mogłam poprosić o całą zdaną. 😊

Naprawdę Bóg jest niesamowity.

Przede mną czas egzaminów. 

Do każdego egzaminu uczyłam się z YouTube dwa dni przed.

Myślałam co ma być to będzie.

Pamiętam jak wieczorem jeden dzień przed ustnym angielskim, na ławce obok placu zabaw koleżanka, moja sąsiadka, która uczy w szkole średniej języka angielskiego pokazała mi jak wyglądają przykładowe zestawy egzaminacyjne i na co powinnam zwrócić uwagę.

Więc dwa egzaminy ustne miałam już zaliczone, a to zawdzięczam oczywiście Bogu, bo to on wybrał mi takie zestawy, na które mogłam coś odpowiedzieć.

Przyszło mi czekać na wyniki pisemnych egzaminów i co się okazało, wszystko zdałam oprócz matematyki.

Dzięki temu jednak mogłam w sierpniu pisać poprawkę.

Oczywiście znowu Bogu i sobie również obiecałam, że będę się uczyć, ale to były tylko obiecanki niestety.

No i nie zdałam poprawki, później nie zdałam 3-ci raz.

Stwierdzałam, że nikomu, ale to nikomu nie powiem tym razem, że podchodzę 4- ty raz do egzaminu z matematyki.

W sumie uczyłam się razem 7 dni, wiedziałam, że coś powinnam wiedzieć i miałam nadzieję, że może tym razem się uda.😀

Liczyłam na cud, tak na cud, bo tylko on mógł mi pomóc zdać ten egzamin.

Pomodliłam się więc do Boga, odmówiłam znalezioną w internecie modlitwę przed egzaminem.

Poprosiłam Boga o to by zesłał mi Anioła, który mi pomoże.

Nikomu nie mówiąc, ubrana w zieloną bluzkę, dżinsy i sandały wyszłam z domu.

Strój nieodpowiedni wiem, ale nikt nie mógł się dowiedzieć, że wybieram się na egzamin.

Przed egzaminem pomodliłam się jeszcze przed Najświętszym Sakramentem, w kościele nieopodal szkoły.

Początkowo udało mi się rozwiązać kilka zadań, ale moja wiedza nie była wystarczająca aby zdać.

Doszedł jeszcze do tego stres, ale między tymi zadaniami, a stresem zapaliło się światełko. 

Zaczęłam modlić się żarliwie do Boga by zesłał mi Anioła, który rozjaśni mi umysł, z którym uda mi się zdać.🙏

I znowu stał się cud. 

Przed chwilą, nie wiedziałam nawet jak się zabrać do rozwiązywania pozostałych zadań, a po chwili rozwiązywałam je jak szalona, aby zdążyć i zmieścić się w czasie.

Dziwnie musiało to wyglądać.😀

Podczas egzaminu wpatrzona w zadania wzdycham, a po chwili nie nadążałam pisać.

Egzamin się skończył, a ja czułam, że tym razem zdam.😊

Pewnego dnia Pan M., który był już na urlopie przedemerytalnym zadzwonił do mnie i zapytał: "Co taka cisza, coś się przecież wydarzyło". 

Wiedziałam, że chodzi o maturę, z uśmiechem na ustach powiedziałam: "Tak, ale tym razem nikomu się nie chwaliłam 😉". 

Zapytał: "A uczyła się Pani"

Odpowiedziałam" "No, nie za bardzo, ale zdam". 

Pan M. trochę zdenerwował się na mnie, ale uspokoiłam go, że napewno tym razem zdam, bo pomógł mi Anioł. 

Przez te trzy lata naszej wspólnej pracy zdążył mnie poznać i wiedział, że bardzo wierzę w pomoc Boga, bo On pomagał mi nawet w pracy.

Oczywiście nie dowierzał moim słowom, a ja odpowiedziałam na to, że po tym egzaminie uwierzy w cuda. 

Odpowiedział, że zobaczy.

Zdziwił się bardzo jak zdałam, ale czy w cuda zaczął wierzyć to nie wiem.😊

Maturę zdałam po 23 latach od skończenia szkoły średniej, rozpoczęłam studia, dostałam umowę na stałe, list pochwalny i nagrodę od Prezydenta Miasta.

Nie podobały jednak mi się te studia i zrezygnowałam w grudniu. 

Postanowiłam, że od marca 2020 r. zacznę inne. 

Kiedy miałam zacząć wybuchła pandemia, więc zrezygnowałam.

Nie podałam się jednak i zapisałam się w październiku 2020 r. na takie, które mi się podobały.

Pomyślałam: "Za 4-tym razem zdałam na prawko, za 4-tym razem maturę to i za 4 - tym razem może uda mi się zdać studia..."😁

czwartek, 14 września 2023

Cuda cuda cuda

Był sierpień rok 2017 i kończyłam staż w Miejskim Ośrodku Pomocy Rodzinie. 

Nie wiedziałam czy dostanę pracę, ale dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych i znowu kolejny cud, chyba mnie lubi 😀pomimo tego, że upadam, że ciągle nie oddałam mu siebie w całości i palę papierosy.

Otóż kilka dni zanim staż mi się kończył natrafiłam na artykuł pewnego księdza, który poświęcony był Aniołom. 

Przeczytałam w nim, że możemy wysłać swojego Anioła gdzie tylko chcemy, a On jeśli jest taka wola Boga pomoże.

Poprosiłam więc mojego, aby załatwił mi pracę w MOPR, bo bardzo ją lubię. 

W tej pracy towarzyszyło mi dużo emocji i zdarzało się, że podchodziłam do niej nieprofesjonalnie, bo wczuwam się za mocno w te ludzkie dramaty, czasem nawet leciały mi łzy. 😥

No, ale nie zmienię tego chyba nigdy.

I co się stało ?

Za 2 lub 3 dni L. moja przyjaciółka, która też w swoim życiu doświadczyła dużo niewyobrażalnego cierpienia, powiedziała mi, że kierownik działu, w którym odbywałam staż walczył o mnie jak lew. 

Okazało się, że chcieli na to stanowisko, które było wolne zatrudnić pracownika już pracującego w MOPR, kierownik jednak sprzeciwił się temu mówiąc: "Ja chcę moją stażystkę" i tym sposobem dostałam pierwszą umowę zlecenie.

Wiedziałam, że to mój Anioł zadziałał, kochany kiedyś go pewnie poznam. 😊

L. wiedząc, że nie mam nawet matury zmobilizowała mnie do tego, abym przystąpiła do niej i rozpoczęła studia, gdyż jak kierownicy rozmawiali miedzy sobą widzieli we mnie potencjał hi hi.

Tłumaczyła mi, że dzięki temu będę więcej zarabiać i w przyszłości będę nawet mogła awansować na wyższe stanowisko.

Wzięłam jej słowa do serca i w grudniu tego samego roku wysłałam zgłoszenie do CKE w Gdańsku o chęci przystąpienia do matury...

poniedziałek, 11 września 2023

Niesamowity był rok 2017

Więc wróciłyśmy i nasza trójka była już razem.

Kiedy już się rozpakowałam i urządziłam, kiedy już M. zaczęła uczęszczać do szkoły, miałam czas na to, aby odwiedzić i spotkać się z osobami dla mnie ważnymi.

Był to niesamowity rok, który cały był cudem.

Co prawda ze znalezieniem pracy nie było łatwo, ale Bóg no właśnie ...

W lutym zarejestrowałam się w urzędzie pracy jako bezrobotna, nie mogłam znaleźć pracy, ale znalazłam staż w Miejskim Ośrodku Pomocy Rodzinie.

Uczestniczyłam też w rekolekcjach które organizowała nasza wspólnota, a tak Pan Bóg to wszystko poukładał, że pomimo tego, że rozmowę kwalifikacyjną miałam w lutym pracę miałam zacząć dopiero 20 marca, więc mogłam uczestniczyć w rekolekcjach to już cud drugi.

Tak bardzo spragniona byłam Boga, ze w lipcu uczestniczyłam w spotkaniu w Warszawie razem z moimi dziećmi Jezus na stadionie gdzie był również John Bashabora i w Oborach gdzie był James Maniacal.

Uczęszczałam też na spotkania w Pro Misji.

W sierpniu uczestniczyłam w pieszej pielgrzymce do Częstochowy, gdzie doświadczyłam wielu łask, no właśnie.

Na tej pielgrzymce, na którą wybrałam się z moją córką M., poznałam wspaniałą dziewczynę K. 

Zaprzyjaźniłyśmy się, a przyjaźń nasza trwa do dziś. 

K. jest niesamowita, na pielgrzymkę wybrała się z niepełnosprawną mamą, synem Cz. wówczas 12 letnim, 5 letnią Ł. i A., która miała 3 miesiące.

Często rozmawiałyśmy późnym już wieczorem o Jezusie, mówiłyśmy o świadectwach w naszym życiu jak nas przemienia itd.

Jednego wieczoru poruszyliśmy temat Eucharystii i boliwijskiej ówczesnej stygmatyczki Catariny, której Matka Boga ukazała podczas mszy świętej tajemnicę Eucharystii.

Pamiętam, że rozmyślałyśmy do późnej nocnej godziny. 

Postanowiłam, że rano porozmawiam z księdzem A. o tym, abyśmy klękali podczas pieśni Święty, Święty, Święty, gdyż aniołowie nawet leżą wówczas przed tronem Boga oddając Mu cześć i chwałę i na Baranku Boży, bo wtedy Jezus naprawdę oddaje za nas życie.

Tak jak postanowiłam tak też zrobiłam, ale ksiądz A. stwierdził, że w kościele należy zachowywać się jak wszyscy i nie wprowadzi tego podczas Mszy Świętej.

Pomyślałam ok jak ksiądz tak mówi to trzeba słuchać.

Ta msza była jednak inna niż wszystkie inne, kiedy zaczęliśmy śpiewać Święty …. upadłam na kolana, bo jakaś niewidzialna siła to sprawiła. 

Zaczęłam żałośnie płakać, nie wiedziałam co się dzieje, nie mogłam tego powstrzymać.

Dopiero później pomyślałam, że stało się tak, gdyż już poznałam prawdę i wiem jak powinnam się zachować podczas Mszy Św.  oraz kiedy powinnam klęczeć oddając Bogu cześć i chwałę.

Od tej pory klękam. 

Czasem jest mi ciężko i Jezus to wie, ale ja też wiem ….

Po powrocie z pielgrzymki K. zaproponowała mi wyjazd na Prze-prośną Górkę niedaleko Częstochowy i Mszę Św w Czatachowej , którą prowadził Ojciec D., który jest pustelnikiem.

Noc spędziliśmy z dziećmi w pensjonacie i tej nocy coś się wydarzyło.

K. zajmowała ze swoimi dziećmi jeden pokój, a ja z M. spałam w drugim, który znajdował się  przy aneksie kuchennym oraz łazience.

Tej nocy miałam sen. 

Śniła mi się Msza Św., na której byłyśmy tego dnia, w śnie tym wolałam siostrę zakonną, która ubrana była w szary habit.

Nagle obudziła mnie wchodząca w środku nocy do naszego pokoju K. 

Spytałam co się stało, a ona odpowiedziała, że siostra zakonna przechodziła przez jej pokój i chciała zobaczyć gdzie idzie. 

Wówczas spytałam jakiego koloru był jej habit, odpowiedziała, że szary. 

Ciarki miałam, bo w śnie ją wołałam, ale przecież modlimy się wierzę w rzeczy widzialne i niewidzialne ….

Następnego dnia pojechałyśmy na mszę św. do Czatachowej, tam znajdowały się dwie relikwie Małej Arabki i Św. Charbela, którego wcześniej nie znałam.

Po przyjeździe jeszcze myślałam o tej zakonnicy, zaczęłam wszystko jakoś w całość układać, ale jeszcze chciałam spytać ojca M. jaką relikwię świętej w roku 2005 przywiózł.

Moja mama miała numer ojca M, który obecnie służy w Poznaniu i spytałam o to. 

Odpisał tylko dwa słowa: "Mała Arabka".

Więc zaczęłam o niej czytać i okazało się, że też miała na imię M. tak jak moja córka.

Wszystko co dzieje się w moim życiu ma jakieś znaczenie i sens, nie wiem jaki, ale ma.

Zdałam sobie sprawę, że kiedy oddałam życie Jezusowi w roku 2004, zły nie mógł tego znieść i próbowałam popełnić samobójstwo, lecz Jezus wygrał i dał mi szansę na nowe życie.

Później sen, w którym widziałam ognie spadające z nieba i wszystko zniszczone, a tam gdzie się schroniłam osłaniając D. i jeszcze kogoś, ale tego kogoś nie widząc. 

Potem przechodzący Jezus, który zatrzymał się i spojrzał na mnie nic nie mówiąc, lecz jego oczy były pełne dobroci i miłości. 

W roku 2005 relikwia i moje pragnienie, że też chciałabym coś takiego przeżyć. 

Wyjazd do Irlandii w roku 2006 i dzień 27 października 2006 tego samego dnia co Bóg mnie dwa lata wcześniej ocalił dowiaduję się, że jestem w ciąży...



piątek, 8 września 2023

Upragniony powrót do Polski

Wreszcie nastał ten upragniony dzień 6 stycznia 2017 roku wraz z moją córką M. wróciłyśmy do Polski.

Obiecałam sobie, że jak tylko wylądujemy pierwsze miejsce po przyjeździe do Torunia będzie to Kościół Świętego Piotra i Pawła gdzie jest przecudny wielki obraz Jezusa Miłosiernego.

Chciałam najpierw spotkać się z moim Panem i Bogiem, moim Przyjacielem, który przez te wszystkie lata troszczył się o nas, wpierał, dawał siłę, uzdrawiał zranienia.

I tak jak postanowiłam tak też zrobiłam.

Było to święto Trzech Króli, więc pomimo zmęczenia poszłam też do naszej parafii na mszę świętą gdzie prawie całą przepłakałam ze szczęścia.

Byłam już u siebie, w kraju który kocham, w moim kraju.

Przede mną jeszcze dużo pracy było, musiałam rozpakować nasze rzeczy, zatroszczyć się o M., której świat się zmieni całkowicie. 

Nowy dom, szkoła, koledzy i koleżanki.

Wiedziałam, że muszę znaleźć pracę i nie będzie łatwo.

Ale pamiętałam o tym, że mam Przyjaciela, który wszystko poukłada....

środa, 6 września 2023

Lata od 2011 do 2016

Odkąd wyjechałam z kraju minęło już kilka lat. 

Dużo było radosnych chwil, ale i też były chwile smutku i odczuwanej samotności. 

Dzieci były coraz starsze. Czas leciał, D. był tam bierzmowany, M. przyjęła pierwszą komunie świętą.

Mama już z nami nie mieszkała. 

Czas płynął, pracowałam, uczyłam się, wychowywałam moje dzieci, ale nie było mi tam dobrze. 

Brakowało mi kościoła, prawdziwych przyjaźni takich bezinteresownych. 

Osób którym nie trzeba płacić za każdą przysługę.

Zaprzyjaźniłam się z J., którego nazywałam naszym "Józefem" dlatego, że opiekował się nami i zawsze mogłam na niego liczyć.

Syn skończył szkołę, zdał maturę, zaczął studia. Córka też chodziła do szkoły i szło jej bardzo dobrze.

Doświadczaliśmy obecności Boga w naszym życiu. 

Wiele dobrych chwil i wspomnień, dużo mniejszych i większych cudów.😊

Wiedziałam, że jeszcze nie mogę wrócić do kraju.

Syn D. co roku jeździł do babci na całe wakacje, a w roku 2016 postanowił, że na stałe wraca do Polski. 

Zostałyśmy same. Bardzo tęskniłam.

Moja mama, z którą często rozmawiałam telefonicznie powiedziała, że mogę wrócić w każdej chwili. 

Pod koniec roku 2016, kupiłam bilety tylko w jedną stronę z Irlandii do Polski, chociaż bałam się jak to będzie. 

Tu w Irlandii miałam dom, którego w Polsce mieć nie będę, miałam stabilizację finansową, ale byłam nieszczęśliwa, bardzo tęskniłam za moją ojczyzną, za rodziną...

Prawie 11 lat tam mieszkaliśmy, może byłoby inaczej gdyby to była inna sytuacja tego całego wyjazdu. 

Cały czas jednak wiedziałam, że musiałam tam być, nie dlatego, że chcę...

poniedziałek, 4 września 2023

Adoracja Najświętszego Sakramentu

Czas płynął mama mieszkała z nami, opiekowała się moją córką M., syn D. chodził do szkoły, a ja do pracy.

Zwierzyłam się z moich doświadczeń A. Sz., z którą odbywałam regularne rozmowy raz, czasem dwa razy w miesiącu. 

Modliłyśmy się wówczas wspólnie dziękując i uwielbiając Boga.

Dostałam też w tym czasie podczas jednej z adoracji w moim pokoju dar języków. 

Nagle zaczął wydobywać się z głębi mojego ciała śpiew, w którym wielbiłam Maryję słowami Ave Maryja ...

Związane było to też z nasilonymi atakami złego, ksiądz A. nawet mówił, że mamy spać w różańcach wszyscy. 

Nie będę na złym się skupiać, nie o nim chcę tu pisać. 

Pewnego dnia A. Sz. dała mi numer telefonu do zaprzyjaźnionego księdza egzorcysty z Augustowa, który miał wytłumaczyć mi co takiego dzieje się w moim życiu. 

Opowiedziałam mu wszystko, a on zakazał modlić mi się w językach, którymi do dnia dzisiejszego się nie modliłam. 

Powiedział, że pewnie pragnęłam czegoś nadprzyrodzonego tak bardzo, że szatan w tym maczał palce i to jest jego dzieło. 

Zamiast mi pomóc to mnie pogrążył.

Nie poddawałam się jednak miałam spowiednika w Irlandii ojca Jamesa, u którego regularnie się spowiadałam, poprosiłam go aby załatwił mi spotkanie z egzorcystą. 

Czekałam kilka miesięcy i udało się. 

Spotkałam się z emerytowanym już ojcem Philipem, któremu wszystko opowiedziałam, a on po wysłuchaniu mnie przytulił mnie mocno i powiedział: "Wszystko jest dobrze, dziękuję Bogu, że mogłem cię poznać".

Wówczas odzyskałam spokój, że to nie pochodzi od złego.

Pamiętam, że był ładny ciepły wiosenny dzień, jak codziennie w Katedrze wystawiany o godzinie 9.30 rano był Przenajświętszy Sakrament. 

Moja wówczas niespełna trzyletnia córeczka chodziła sobie w tą i z powrotem, a ja adorowałam Jezusa w ciszy.

Nagle powiał wiatr i poczułam piękny zapach kwiatów, a moja mała M. przybiegła do mnie wtulając się we mnie wpatrzona była jakby w kogoś i tym swoim niewinnym głosikiem mówi: "Bozia przyszła". 

Uśmiechnęłam się do niej i powiedziałam, ale masz fajnie, że ją widzisz.

Spytałam i co patrzy na Ciebie, ona odrzekła: "Nie mamo, na Ciebie". 

Przez całe moje ciało przeszły mi ciarki. 

Choć nic nie widziałam uwierzyłam jej.

Stacjonował wówczas w miasteczku ksiądz, który przyjechał z samego Watykanu, był Polakiem. 

Chciałam się z nim spotkać i opowiedzieć mu o zajściu w kościele podczas adoracji Najświętszego Sakramentu. 

Myślałam, że jeśli jest z Watykanu, to pewnie jest jakimś charyzmatycznym księdzem. 

On jednak nie uwierzył w widzenie mojej córki i jeszcze stwierdził, że jak nie ma przy niej ojca, to po prostu chciała na siebie uwagę zwrócić.

Ja jej wierzę, ale zawiodłam się na tym młodym księdzu, bo jak niespełna 3 letnie dziecko mogłoby coś takiego wymyślić...

piątek, 1 września 2023

Głos w kościele

Mama była z nami już ponad miesiąc, odkąd przyjechała nie znalazłam pracy, ciężko mi trochę było, bo z mojego socjalu musiałam utrzymać 4 osoby, wierzyłam jednak, że będzie dobrze i prędzej czy później coś znajdę.

W każdą drugą niedzielę miesiąca w kościele Jana Apostoła odbywała się msza święta dla społeczności polskiej prowadzona przez księdza E, który mieszkał w innym Irlandzkim miasteczku.

Nie chodziłam na polskie msze, ale to nie znaczy, że nie chodziłam w ogóle. 

Uczestniczyłam w nich co tydzień, ale lubiłam chodzić do Katedry w centrum miasta.

Była druga niedziela lutego i rodzinnie poszliśmy na polską Mszę Świętą. 

Po powrocie do domu poczułam, pragnienie pójścia do Katedry i tak też zrobiłam.

Było kilka minut  po godzinie 15 tej, na środku wystawiony pod ołtarzem był obraz Jezusa Miłosiernego. 

Kilka osób w kościele modliło się w języku angielskim koronką do Bożego Miłosierdzia.

Po cichutku usiadłam po lewej stronie w ławce i zaczęłam odmawiać koronkę, lecz w języku polskim oczywiście.

Po kilku chwilach usłyszałam donośny męski głos, jakby idący w moim kierunku przez środek kościoła, który powiedział do mnie, że w piątek otrzymam ....

Pomyślałabym, że mi się wydaje, ale w momencie kiedy ten mężczyzna, którego nie było widać mówił, siedząca, może 4 ławki przede mną siostra zakonna obejrzała się w moją stronę i spojrzała na mnie...

Misja opiekun

Ponad rok nie mogłam znaleźć pracy. Zaczęłam upadać na duchu, załamałam się. Tydzień przed znalezieniem pracy zawołałam do Boga, że nie daję...