poniedziałek, 4 września 2023

Adoracja Najświętszego Sakramentu

Czas płynął mama mieszkała z nami, opiekowała się moją córką M., syn D. chodził do szkoły, a ja do pracy.

Zwierzyłam się z moich doświadczeń A. Sz., z którą odbywałam regularne rozmowy raz, czasem dwa razy w miesiącu. 

Modliłyśmy się wówczas wspólnie dziękując i uwielbiając Boga.

Dostałam też w tym czasie podczas jednej z adoracji w moim pokoju dar języków. 

Nagle zaczął wydobywać się z głębi mojego ciała śpiew, w którym wielbiłam Maryję słowami Ave Maryja ...

Związane było to też z nasilonymi atakami złego, ksiądz A. nawet mówił, że mamy spać w różańcach wszyscy. 

Nie będę na złym się skupiać, nie o nim chcę tu pisać. 

Pewnego dnia A. Sz. dała mi numer telefonu do zaprzyjaźnionego księdza egzorcysty z Augustowa, który miał wytłumaczyć mi co takiego dzieje się w moim życiu. 

Opowiedziałam mu wszystko, a on zakazał modlić mi się w językach, którymi do dnia dzisiejszego się nie modliłam. 

Powiedział, że pewnie pragnęłam czegoś nadprzyrodzonego tak bardzo, że szatan w tym maczał palce i to jest jego dzieło. 

Zamiast mi pomóc to mnie pogrążył.

Nie poddawałam się jednak miałam spowiednika w Irlandii ojca Jamesa, u którego regularnie się spowiadałam, poprosiłam go aby załatwił mi spotkanie z egzorcystą. 

Czekałam kilka miesięcy i udało się. 

Spotkałam się z emerytowanym już ojcem Philipem, któremu wszystko opowiedziałam, a on po wysłuchaniu mnie przytulił mnie mocno i powiedział: "Wszystko jest dobrze, dziękuję Bogu, że mogłem cię poznać".

Wówczas odzyskałam spokój, że to nie pochodzi od złego.

Pamiętam, że był ładny ciepły wiosenny dzień, jak codziennie w Katedrze wystawiany o godzinie 9.30 rano był Przenajświętszy Sakrament. 

Moja wówczas niespełna trzyletnia córeczka chodziła sobie w tą i z powrotem, a ja adorowałam Jezusa w ciszy.

Nagle powiał wiatr i poczułam piękny zapach kwiatów, a moja mała M. przybiegła do mnie wtulając się we mnie wpatrzona była jakby w kogoś i tym swoim niewinnym głosikiem mówi: "Bozia przyszła". 

Uśmiechnęłam się do niej i powiedziałam, ale masz fajnie, że ją widzisz.

Spytałam i co patrzy na Ciebie, ona odrzekła: "Nie mamo, na Ciebie". 

Przez całe moje ciało przeszły mi ciarki. 

Choć nic nie widziałam uwierzyłam jej.

Stacjonował wówczas w miasteczku ksiądz, który przyjechał z samego Watykanu, był Polakiem. 

Chciałam się z nim spotkać i opowiedzieć mu o zajściu w kościele podczas adoracji Najświętszego Sakramentu. 

Myślałam, że jeśli jest z Watykanu, to pewnie jest jakimś charyzmatycznym księdzem. 

On jednak nie uwierzył w widzenie mojej córki i jeszcze stwierdził, że jak nie ma przy niej ojca, to po prostu chciała na siebie uwagę zwrócić.

Ja jej wierzę, ale zawiodłam się na tym młodym księdzu, bo jak niespełna 3 letnie dziecko mogłoby coś takiego wymyślić...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Misja opiekun

Ponad rok nie mogłam znaleźć pracy. Zaczęłam upadać na duchu, załamałam się. Tydzień przed znalezieniem pracy zawołałam do Boga, że nie daję...