poniedziałek, 14 sierpnia 2023

Spotkanie z Theo

W Irlandii przebywałam od 27 maja 2006 r. daleka droga była przede mną. 

Nie znałam języka angielskiego, nie znałam miasta. 

A. u której zamieszkałam po przyjeździe do Irlandii, codziennie przed godziną 9-tą zostawiała mnie w centrum miasteczka obok Katedry Najświętszej Marii Panny, a po 18-tej mnie odbierała z tego samego miejsca.

W tym czasie miałam szukać pracy.

To irlandzkie miasteczko miało dwie główne ulice i tyle. 

Najwięcej było barów i hoteli oraz kilka dużych sklepów. 

Było ciężko ponieważ nie znałam języka.

Coraz bardziej załamana codziennie zaczynałam dzień na adoracji Najświętszego Sakramentu, często płacząc w kościele.

Wiedziałam przecież, że nie mogę wrócić do Polski. 

Wieczorami po powrocie do domu otwierałam  książkę pt. „Z Serca Ojca” autora Charlsa Slangla. 

Bóg mówił przez te słowa, że mam być cierpliwa, że wszystko będzie dobrze, że się poukłada, że jestem teraz na pustyni, ale za chwilę wszystko się zmieni.

Był już czerwiec kończyły mi się pieniądze, a ja nie znalazłam jeszcze pracy.

Chyba była sobota i A. zapytała mnie czy chcę jechać z nimi do nadmorskiej miejscowości. 

Ucieszyłam się i powiedziałam, że tak.

Przygotowałam ręcznik, ubrałam strój kąpielowy, wzięłam też słowniczek polsko – angielski i pojechaliśmy.

Po przyjeździe zostawili mnie samą na plaży, a sami poszli się przejść pozostawiając mnie z ich rzeczami, wiedziałam, że nie mogę wszystkiego zostawić. 

Tego dnia nawet nóg nie zamoczyłam w morzu. 

Chyba po godzinie wrócili tylko na chwilę spytać czy jestem głodna i czy kupić mi coś do jedzenia po czym znowu odeszli.

Nie rozumiałam języka ludzi, którzy obok mnie byli. 

Nie miałam z kim porozmawiać i tak z żalem w sercu zaczęłam wzdychać do Boga mojego Taty, że gdybym wiedziała, że ta wycieczka będzie tak wyglądała to wzięłabym odtwarzać CD, żeby słuchać uwielbienia. 

W duszy opowiadałam mu jak mi jest żle itd.

Po jakiejś dłuższej chwili podszedł do mnie Afroamerykanin, który z daleka do mnie się już uśmiechał. 

Był chyba starszy trochę ode mnie, miał bardzo miły wyraz twarzy. 

Zaczął ze mną rozmawiać, oczywiście korzystałam ze słownika, który miałam przy sobie.

Mówił, że nie może znaleźć swojego miejsca na plaży, gdzie zostawił ręcznik, ubranie. 

Powiedział, że leżał obok dwóch dziewczyn i chłopaka.

I tym sposobem czas mi płynął na rozmowie z nieznajomym. 

Widział, że się wstydzę mojego łamanego angielskiego. 

Wziął do ręki mój malutki słownik polsko – angielski i napisał mi w nim słowa w języku angielskim, które brzmiały: "Musisz uczyć się angielskiego, to jest bardzo łatwe ", napisał też swój adres email, a pod nim napisał "Proszę daj mi znać co u Ciebie wkrótce". (Nigdy nie napisałam do Niego)

Po chwili spojrzał mi tak jakby przez ramię i powiedział Twoi znajomi wracają. 

To oni prawda? 

Obejrzałam się za siebie, chodź plaża była pełna ludzi nic dziwnego w tym nie widziałam opowiedziałam, że tak.

Przyszła A. i jej kolega, zdziwieni, że jestem w towarzystwie obcego mężczyzny.

Zaczęli z nim rozmawiać, po chwili zaczęli jeść. Chciałam go poczęstować, lecz odmówił.

Theo widząc, że nie jem jedzenia, które mi przynieśli, powiedział ok. Czas na mnie i odszedł. 

Widziałam, w którą stronę idzie schyliłam głowę by sięgnąć po kawałek kurczaka, a kiedy ją podniosłam jego już nie było. 

Dziwne to było tak jakby się rozpłynął w powietrzu, po prostu zniknął.

Po powrocie do domu w rozmowie z A. zaczęłam analizować cały przebieg tego zdarzenia.

Theo podszedł do mnie kiedy Bogu żaliłam się, że czuję się samotna. 

Powiedział, że zostawił ręcznik i ubranie obok 2 dziewczyn i chłopaka, a był ubrany, ręcznik miał przerzucony przez ramię. 

Jak mógł wiedzieć, że wraca właśnie A. i jej kolega, gdzie plaża była pełna ludzi, a oni oddaleni od nas kilkanaście metrów. 

Jak mógł tak zniknąć?

Teraz wiem i wierzę w to całym sercem, że to mój Pan, mój Bóg zesłał mi Theo, bym mogła też spędzić miło czas ...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Misja opiekun

Ponad rok nie mogłam znaleźć pracy. Zaczęłam upadać na duchu, załamałam się. Tydzień przed znalezieniem pracy zawołałam do Boga, że nie daję...