środa, 23 sierpnia 2023

Narodziny M.

Całą ciążę miałam depresję nie wiedziałam co to będzie, czy sobie poradzę w obcym kraju sama z dwójką dzieci. 

Często płakałam i prosiłam Boga o pomoc w tej całej sytuacji, w której się znalazłam bo chciałam iść własną drogą zamiast słuchać jego głosu.

Dnia 1 czerwca 2007 roku w dziewiątym miesiącu ciąży wzięłam już urlop macierzyński, który w Irlandii trwa 6 miesięcy po tym okresie trzeba wrócić do pracy.

Czas płynął i dnia 28 czerwca 2007 r., po 54 godzinnych bólach o godzinie 6.40 czasu irlandzkiego urodziłam dziewczynkę. 

Kiedy podano mi ją na ręce Bóg wlał w moje serce taką wielką miłość do niej. 

Była taka malutka, bezbronna, dla mnie najpiękniejsza na świecie.

Czułam wstyd, że podczas ciąży miałam takie rozterki i myśli. 

Nie odstępowałam jej na krok.

Bóg przemienił moje serce wówczas i dostałam taki pokój, a w sercu rozlewała się miłość.

Nie bałam się już o przyszłość, o niczym nie myślałam.

Wierzyłam w to, że Bóg nie pozwoli nas skrzywdzić, przecież zawsze jest przy nas, jest dobry.

Czas płynął Bóg nam błogosławił i niczego nam nie brakowało.

Wiedziałam jednak, iż będę musiała wrócić do pracy w listopadzie. 

Nie wyobrażałam sobie, że takie maleństwo mogłabym komuś powierzyć.

Zaczęłam szukać informacji, czy jest jakaś możliwość, abym mogła zostać z nią w domu.

Wiedziałam, że pierwsze 3 lata dziecka są najważniejsze, że wtedy nawiązuje się głęboka więź miedzy dzieckiem, a rodzicem.

I znalazłam sposób. 

W google znalazłam informację, że jako samotna matka mogę złożyć dokumenty na zasiłek dla samotnej matki, który należy złożyć do 3 miesiąca po urodzeniu dziecka. 

Udałam się więc do biura informacyjnego, aby dowiedzieć się czy jako Polka mieszkająca od roku w Irlandii mogłabym z tego skorzystać. 

Odpowiedź brzmiała nie. 

Nie poddałam się i pomimo takiej informacji złożyłam dokumenty.

Bardzo się bałam.

Kiedy wezwano mnie na rozmowę do social welfare, nie znałam dobrze języka i miałam świadomość, że mogą mi nie przyznać zasiłku. 

Nie mieszkam w Irlandii dość długo, a z informacji, które uzyskałam dopiero po 2 latach mogłabym starać się o taki zasiłek.

I tu z pomocą przyszła mi mama. 

Przypomniała mi, że kiedyś pewien ksiądz opowiadał, że kiedy mamy do załatwienia jakąś ważną sprawę przed załatwieniem jej możemy powiedzieć krótki egzorcyzm brzmiał chyba tak: „Żywy płomieniu Niepokalanego Serca Maryi oślepiaj szatana”, który należało powtórzyć 3 razy. 

Tak też zrobiłam.

Po kilku chwilach zawołano mnie na rozmowę. 

Pani inspektor była miła, zadawała wiele pytań. 

Między innymi o ojca dziecka, dlaczego nie założyłam sprawy o alimenty itp.

Rozmowa stawała się coraz bardziej napięta, najwidoczniej chciała znaleźć pretekst by mi odmówić i wówczas Maryja mi pomogła.

Kiedy Pani inspektor zaczęła zadawać coraz bardziej skomplikowane pytania, jakby pod odmowę, ktoś jakby ręką strącał dokumenty z biurka na podłogę. 

Kobieta 3 razy się schylała, aż chyba zapomniała o co chciała zapytać. 

Tak to odebrałam. 

Spotkanie się skończyło i w ciągu miesiąca miałam otrzymać odpowiedź.

W niecierpliwości oczekiwałam na nią i doczekałam się - była pozytywna.

I znowu mały cud mogłam zostać z dziećmi w domu tak długo jak chciałam. 

Bóg zadbał o wszystko ...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Misja opiekun

Ponad rok nie mogłam znaleźć pracy. Zaczęłam upadać na duchu, załamałam się. Tydzień przed znalezieniem pracy zawołałam do Boga, że nie daję...