piątek, 18 sierpnia 2023

Kolejne kłopoty....

Mogłoby się wydawać, że tylko będzie lepiej. 

Bóg mi błogosławił, a ja byłam mu wdzięczna za wszystko. 

W pracy się układało, języka angielskiego uczyłam się pracując z Irlandczykami. 

Poprosiłam, aby mnie poprawiali jak będę mówiła niepoprawnie. 

Wzięli sobie to mocno do serca, czasami to, aż zła byłam.

Zdarzały się też wpadki, koleżanka z pracy kiedyś poprosiła mnie abym przyniosła pomidory, ja zrozumiałam, że mam przynieść ziemniaki. 

Po drodze jeszcze myśląc po co jej ziemniaki jak sałatkę robi. 

Z chłodni cały worek ziemniaków jej przyniosłam, a ona parsknęła śmiechem i dopiero zrozumiałam, że chodziło o pomidory 😂.

Czas płynął, wieczorami rozmawiałam z A. jakie są ceny apartamentów i domów jak to wszystko załatwić itp. 

Miałam już stałą pracę, więc już chciałam zaplanować przyjazd mojego syna, który został z babcią w Polsce. 

Chciałam, aby jeszcze przed rozpoczęciem roku szkolnego był ze mną.

Trochę jednak się pokomplikowało. 

W dzień mojej wypłaty, rozliczyłam się z  A. za miesiąc pobytu u niej, (a umówiłyśmy się, że będę jej płacić za ten malutki pokój 30 euro tygodniowo) oraz zapłaciłam  jej też 120 euro na poczet przyszłego miesiąca. 

Ona jednak powiedziała, że te 120 euro miesięcznie to było na start i teraz zażądała ode mnie 125 euro tygodniowo, (mieszkałam w szczerym polu 5 mil od miasta, gdzie w centrum mogłam wynająć wtedy pokój od 150 do 200 euro miesięcznie). 

Zrobiłam wielkie oczy, przecież w tym domu razem ze mną mieszkało 5 osób. 

Wszystkie opłaty miesięczne wynosiły 500 euro. 

O co chodzi, pomyślałam, że chce mnie tak wykorzystać. 

Więc powiedziałam jej o tym, a ona swoje.

Nie wytrzymałam spytałam się jej czy na pewno studia skończyła, bo chyba liczyć nie potrafi. 

Było już po 22, ona rozzłoszczona rzuciła mi pieniądze, które wcześniej jej dałam na zaś i powiedziała, że jeszcze dzisiaj mam się wynieść z jej domu.

Nie znałam nikogo oprócz D., który mi pomógł. 

Zadzwoniłam do niego.  

Znowu mi pomógł, powiedział ok to póki nie znajdziesz czegoś dla siebie, będziesz mogła spać u nas w salonie.

Poprosiłam A., aby odwiozła mnie do centrum, a tam miałam się spotkać z D.

Była połowa lipca, mieszkaliśmy tak sobie, spędzaliśmy czas na długich wieczornych rozmowach. 

Brakowało mi tego. 

I zostaliśmy parą. 

Później to już żyliśmy jak mąż i żona.

W sierpniu przyjechał już do mnie mój syn, którego musiałam przygotować na to, że poznałam kogoś i chciałabym abyśmy stworzyli rodzinę.

Przyjął to ok, ale zauważyłam, że D. ma problem z alkoholem i zazdrością o mojego syna. 

Przeszkadzało mu nawet to, że w środku nocy kiedy syn mój  gorączkował, musiałam w środku nocy wstać do niego.

Zwierzyłam się z tego B., z którą pracowałam. 

Poradziła mi, żebym to skończyła póki czas, bo nie mogę tak dawać się traktować.

Posłuchałam jej i 12 października zerwałam z D., chociaż wciąż mieszkaliśmy razem.

Spóźniała mi się miesiączka, zrobiłam test i okazało się, że jestem w ciąży. 

Świat mi się wtedy zawalił. 

Powiedziałam o tym D., a on pomimo swojego wieku, a był ode mnie starszy 7 lat, zareagował jak mały chłopiec. 

Powiedział: o k…….. ja p….. to ja się ubezpieczę, a Ty mnie zabij za 3 miesiące.

Wiedziałam, że będzie mi ciężko, było mi wstyd przed Bogiem, że przez chwilę zapomniałam o tym, że nie powinnam się wiązać bez ślubu. 

Wpadłam w depresję, a jakby tego było mało to zły ciągle szeptał mi do ucha i cieszył się z tego co się dzieje.

Zaczęłam wtedy myśleć o aborcji - tak nawet o niej. 

Ale nie mogłabym tego zrobić, więc przestawiałam meble, dźwigałam, chciałam poronić. 

Kiedy nic się nie działo zaczęłam modlić się do Boga, że jest przecież Wszechmogący jest tyle kobiet, które pragną dzieci i prosiłam, aby przeniósł to dziecko do innego brzucha. 

Wiem teraz może się to wydawać okrutne, ale taka jest prawda. 

Tak się zachowywałam, nie chciałam tego dziecka, nie chciałam go nawet pokochać.

Wtedy mój 10 letni syn widząc jak cierpię i co mam w głowie powiedział do mnie "Mamo proszę nie myśl o aborcji, przecież ja już jestem duży pomogę Ci, damy sobie radę".

Moje dziecko było bardziej dojrzałe niż 37 letni facet.

W styczniu dostałam kredyt i wynajęłam apartament.

Czułam jednak, że muszę iść do spowiedzi. 

Nie pamiętam kiedy, ani jaki był dzień, pojechałam specjalnie do Dublina do polskiego księdza, by oczyścić się z grzechów, które mnie przygniatały i przeprosić dobrego Boga za to wszystko.

Pogodziłam się już z ciążą, przeprosiłam moje jeszcze nienarodzone dziecko, za to co chciałam zrobić, ale i tak nie czułam miłości.

Ksiądz wysłuchał mojej spowiedzi po czym powiedział "Zobacz córko znowu po 11 latach spotkało Cię to samo, wydaje mi się, że pomimo twojej przemiany i skończonego kursu Alfa Bóg dopuścił do tej sytuacji, bo chce Ci coś jeszcze powiedzieć".

Dało mi to do myślenia, od tamtej pory codziennie żyłam w obecności Boga, ale do dziecka nic nie czułam...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Misja opiekun

Ponad rok nie mogłam znaleźć pracy. Zaczęłam upadać na duchu, załamałam się. Tydzień przed znalezieniem pracy zawołałam do Boga, że nie daję...