środa, 26 lipca 2023

Sen

Po tym całym zdarzeniu byłam wdzięczna Bogu.  

W duszy dziękowałam Mu i przepraszałam.

W nocy z 28 na 29 października 2004 roku miałam sen. 

Śniło mi się, że około godziny 21.00 jakiś wewnętrzny głos kazał mi wyjść z domu na zewnątrz.  

Razem z moim synem wyszliśmy z domu. 

Pamiętam, że księżyc wówczas był w pełni, a nad nim i pod nim jakieś znaki. 

Nagle zerwała się silna wichura, niebo zrobiło się przerażające. Ognie z nieba zaczęły spadać. 

Pamiętam, że chroniłam wówczas mojego syna i jakąś niewidzialną osobę, której w tym śnie nie było widać. 

Tam gdzie się chowaliśmy nic złego nas nie dosięgało tak jakby, jakaś niewidzialna moc nam pomagała.

Nagle wszystko ucichło, a ludzie którym udało się przeżyć wzdłuż chodnika po obu stronach ustawili się zostawiając przejście pośrodku.

Kiedy tak staliśmy, jakby na coś czekając środkiem tego chodnika szedł człowiek, a za nim inni ludzie.

Człowiek ten kiedy przechodził na mojej wysokości, zatrzymał się,  był to Jezus. 

Stanął naprzeciw mnie i nic nie mówiąc spojrzał mi głęboko w oczy, a oczy jego były pełne miłości.

Patrzył przez chwilę tak na mnie, jakby chciał powiedzieć: "Tak bardzo cię kocham, mam wspaniały plan dla ciebie", po czym poszedł dalej.

Przebudziłam się i dziękowałam mu jeszcze bardziej za to, iż wyrwał mnie z sideł złego.

Byłam jeszcze bardziej wdzięczna mu za tą otrzymaną szanse. 

Wierzyłam i wierzę, że to z Jego woli żyję i jestem tu dzisiaj...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Misja opiekun

Ponad rok nie mogłam znaleźć pracy. Zaczęłam upadać na duchu, załamałam się. Tydzień przed znalezieniem pracy zawołałam do Boga, że nie daję...