poniedziałek, 31 lipca 2023

Moje pierwsze publiczne świadectwo

Nie pamiętam dokładnie, kiedy to było. Czy jeszcze kiedy trwał kurs Alfa, czy już po.

Pamiętam jednak, że była to sobota.

Tego dnia zadzwonili  do mnie ze wspólnoty z prośbą czy mogłabym na niedzielnym spotkaniu powiedzieć świadectwo. 

Chciałam się wykręcić, że niby co miałabym powiedzieć, że nie wiem, ogólnie bardzo się przestraszyłam. 

Osoba, z którą rozmawiałam powiedziała, że nie mam się martwić co będę mówić, że Duch Święty mi pomoże. 

Zgodziłam się i w tym momencie poczułam ogień w całym moim ciele, tak jakbym się od środka cała paliła.

Cały wieczór myślałam jak to będzie, ale nie mogłam się skupić, nie wiedziałam o czym mam mówić, bałam się tej niedzieli. 

Nigdy dotąd nie mówiłam publicznie do większej liczby osób.

Nadeszła niedziela, ja pełna obaw i niepokoju.

Wyszłam na środek sceny sali widowiskowej, dano mi mikrofon do ręki. 

Drżąca cała chciałam coś powiedzieć, nie mogłam. 

Naprawdę nie wiedziałam co powiem. 

W pewnym momencie spontanicznie przez mikrofon powiedziałam:" O Boże jak ja się trzęsę". 

Wszyscy zaczęli się śmiać i cała ta trema mi przeszła.

Opowiadałam o moim życiu przed i po tym jak oddałam życie Jezusowi. 

O tym jak mnie uzdrowił, o próbie samobójczej. 

O dobroci Boga, który dał mi kolejną szansę bym mogła żyć. 

Jak działa w moim życiu, jak w tak krótkim czasie już tyle w moim życiu zmienił.

Kiedy skończyłam świadectwo podeszła do mnie osoba, która słuchała mojego świadectwa i podziękowała mi za nie.  

Powiedziała, że miała już chwile zwątpienia, że traciła tak jakby cały ten zapał, a dzięki temu świadectwu znowu chce jej się żyć dla Boga i podążać za Nim.

Później grupa wstawiennicza modliła się nade mną ....

piątek, 28 lipca 2023

Kurs Alfa, weekend ...

Po tym całym zdarzeniu jeszcze bardziej chciałam należeć do Jezusa i chętniej uczestniczyłam w kursie Alfa.

Regularnie uczęszczałam na cotygodniowe spotkania, zdobywałam coraz więcej wiadomości na temat tego, że Jezus żyje, jest tu i teraz z nami.

Pomimo tego, że nadal nie byłam taka otwarta do ludzi, to już coraz częściej brałam udział w dyskusji. 

Zadawałam pytania. Chciałam poznać mojego Boga.

W połowie kursu organizowany był tzw. weekend Alfa. Był to trzydniowy albo dwudniowy wyjazd.

Uczestniczyłam w nim i bardzo mi się podobało. 

Podczas tego weekendu również można było skorzystać ze spowiedzi oraz modlitwy wstawienniczej.

Podczas modlitwy wstawienniczej poczułam przenikanie Ducha Świętego, czułam  jak ogarnia mnie miłość i pokój.

Wróciłam do domu napełniona Bożą miłością, czułam się bezpieczna i pełna spokoju.

Potem było kolejne spotkanie. 

Ludzie opowiadali o swoich przeżyciach, o darach które dostali od Pana np. o darze języków czy uzdrowieniu z chorób i nałogów.

Mi mój Pan dał coś pięknego.

Od wielu lat byłam zniewolona i przeklinałam tak jakby to słowo na „k” to był przecinek.

Rodzina zwracała mi uwagę, ale ja nawet tego nie słyszałam. Darem, który otrzymałam od Jezusa był nowy język.

Oczywiście nie zauważyłam go od razu, tak naprawdę to zwróciłam uwagę na to, że podczas rozmowy co chwilę miałam odruch wymiotny. 

To mój Bóg za każdym razem jak chciałam przekląć zamieniał go na ten odruch. Bóg włożył w me usta nowe słowa i całkowicie przestałam przeklinać. 

To był ten pierwszy cud który otrzymałam od Niego, po tym jak oddałam mu swoje życie.

Po weekendzie zaproszeni zostaliśmy wszyscy na uwielbienie, które odbywało się co tydzień. 

Mogliśmy wtedy poznać nowych ludzi, wspólnie uwielbiając Boga i słuchając nauczania.

Tak kurs Alfa dobiegł końca i zostaliśmy członkami wspólnoty.

To był najlepszy okres mojego życia, który trwa do dziś.

Zrozumiałam wtedy jaki Bóg musi być cierpliwy, a dlaczego ...

Kiedy wprowadziliśmy się na osiedle miałam 5 lat. 

Codziennie koło mojego domu przechodziła siostra Róża, którą brałam za rękę i szłam do salek, które mieściły się na dole w jednej części starego kościoła. 

Uwielbiałam słuchać nauczania i opowieści o Jezusie, Jego mamie Maryi, Józefie o wszystkim. 

Byłam od najmłodszych lat wrażliwa na czyjąś krzywdę, biedę itp. 

Jeszcze na początku szkoły podstawowej czułam, więź z Bogiem, później jednak różne doświadczenia, nie zawsze miłe przeżycia oddaliły mnie od Niego. 

Pamiętam, że jeszcze w wieku 12 lat kolega i koleżanka z klasy, zaprosili mnie na spotkanie Oazy, która odbywała się właśnie w tych salkach, w naszym kościele. 

Pamiętam jak wszystkie dzieci ustawiły się w okrąg, osobę, która grała na gitarze, wszyscy śpiewali piosenki. 

Potem zaczęli wydobywać z siebie jakieś nie do końca rozumiane przeze mnie dźwięki, których nie  rozumiałam. 

Przestraszyłam się  i już nigdy tam nie poszłam.

Tak Bóg jest cierpliwy... 

Zaprowadził mnie tam po 16 latach, a ...

Tak naprawdę, przed projekcją filmu pt. „ Jezus” i zaproszeniem na kurs Alfa wydarzyło się coś jeszcze.

Był czerwiec 2004 r. razem z moim synem  poszłam na zorganizowany w lasku na naszym osiedlu „Dzień dziecka”. 

Nagle oboje usłyszeliśmy piękny śpiew. 

Razem postanowiliśmy iść za jego głosem i stało się coś pięknego. Idąc za muzyka doszliśmy do naszego kościoła, przed którym zespół muzyczny uwielbiał Boga.

Później zdałam sobie sprawę, że było to Święto Zesłania Ducha Świętego.

Czyż Bóg nie jest wielki, dobry i taki cierpliwy 😊

Pomimo mojej grzeszności i tego wszystkiego co przez te wszystkie lata zrobiłam złego zawołałam mnie ponownie i do tego samego miejsca...

środa, 26 lipca 2023

Sen

Po tym całym zdarzeniu byłam wdzięczna Bogu.  

W duszy dziękowałam Mu i przepraszałam.

W nocy z 28 na 29 października 2004 roku miałam sen. 

Śniło mi się, że około godziny 21.00 jakiś wewnętrzny głos kazał mi wyjść z domu na zewnątrz.  

Razem z moim synem wyszliśmy z domu. 

Pamiętam, że księżyc wówczas był w pełni, a nad nim i pod nim jakieś znaki. 

Nagle zerwała się silna wichura, niebo zrobiło się przerażające. Ognie z nieba zaczęły spadać. 

Pamiętam, że chroniłam wówczas mojego syna i jakąś niewidzialną osobę, której w tym śnie nie było widać. 

Tam gdzie się chowaliśmy nic złego nas nie dosięgało tak jakby, jakaś niewidzialna moc nam pomagała.

Nagle wszystko ucichło, a ludzie którym udało się przeżyć wzdłuż chodnika po obu stronach ustawili się zostawiając przejście pośrodku.

Kiedy tak staliśmy, jakby na coś czekając środkiem tego chodnika szedł człowiek, a za nim inni ludzie.

Człowiek ten kiedy przechodził na mojej wysokości, zatrzymał się,  był to Jezus. 

Stanął naprzeciw mnie i nic nie mówiąc spojrzał mi głęboko w oczy, a oczy jego były pełne miłości.

Patrzył przez chwilę tak na mnie, jakby chciał powiedzieć: "Tak bardzo cię kocham, mam wspaniały plan dla ciebie", po czym poszedł dalej.

Przebudziłam się i dziękowałam mu jeszcze bardziej za to, iż wyrwał mnie z sideł złego.

Byłam jeszcze bardziej wdzięczna mu za tą otrzymaną szanse. 

Wierzyłam i wierzę, że to z Jego woli żyję i jestem tu dzisiaj...

poniedziałek, 24 lipca 2023

Próba samobójcza


Dnia 27 października 2004 roku od rana byłam jakaś niespokojna, nerwowa i do tego złość mnie ogarniała.

To był dzień kolejnego spotkania kursu Alfa.

W pracy zmianę miałam ranną, bo zamieniłam się z koleżanką. 

Nie było więc przeszkód, abym mogła uczestniczyć w kolejnym spotkaniu, ale ...

Wpadałam w coraz większą rozpacz, zaczęłam użalać się nad sobą i swoim nieudanym życiem. 

Coraz bardziej wpadając - już teraz wiem - w sidła złego.

Wtedy jednak nie miałam o tym pojęcia.

W swoim smutku, rozpaczy i żalu zaczęłam planować swój koniec.

Znalazłam w szufladzie jakieś tabletki i byłam gotowa zakończyć moje życie.

Przestałam racjonalnie myśleć, nic mnie już nie obchodziło, nawet co stanie się z moim wówczas prawie 8 letnim synem.

Miałam w głowie tylko plan, jak, kiedy i co.

Kiedy dochodziła godzina 19- ta, miałam coraz większą agresję. Nie miałam ochoty nigdzie iść. 

Przecież miałam zupełnie inny plan.

Jeszcze tego samego wieczoru pokłóciłam się z moją mamą i byłam niemiła dla mojej bratowej.

Tego dnia w naszym domu był mój kuzyn, który przyjechał zaopiekować się dziećmi.

Kiedy mama i moja bratowa wyszły, a syn mój juz leżał w łożku, przystąpiłam do działania.

Napisałam list pożegnalny, następnie udałam się do łazienki i połknęłam wszystkie wcześniej przygotowane tabletki popijając je wodą.

Wróciłam do pokoju jak nic by się nie wydarzyło z planem w głowie, że jutro juz mnie nie będzie.

Mój syn tego wieczoru był jakiś niespokojny. Nie mógł zasnąć co bardzo mnie irytowało.

Po chwili swoim dziecięcym głosikiem powiedział do mnie:

"Mamusiu czy możesz powiedzieć ze mną tą modlitwę, w której oddajemy życie Jezusowi?"

Nie mogłam mu odmówić i wspólnie odmówiliśmy modlitwę, po czym zasnął spokojnie jak aniołek.

Nagle poczułam jakby jakiś szum w głowie, potem od stóp w kierunku mojej głowy zaczęło ogarniać mnie przedziwne uczucie, jakby ciało moje się zapadało.

Przestraszyłam się, dopiero w tym momencie zdałam sobie sprawę, że ja nie chcę umierać.

Przez łzy przepraszałam Boga za to co chciałam zrobić.

Przerażona wybiegłam z pokoju i poprosiłam mojego kuzyna, żeby wezwał pogotowie bełkocząc przy tym i tłumacząc co zrobiłam.

Poprosiłam go także, aby nic nie mówił mojej mamie, kiedy wróci ze spotkania.

Przyjechało pogotowie i zabrano mnie na izbę przyjęć do szpitala. 

Kazano mi wejść do gabinetu lekarskiego i poczekać na lekarza.

Siedząc samotnie w gabinecie na drewnianym krześle poczułam, że tak jakby moje serce słabiej bije.

Złapałam się za nadgarstek, aby sprawdzić puls.  Był  prawie niewyczuwalny, powolny tak jakby w większych odstępach.

W ciszy zaczęłam przepraszać Boga za to co zrobiłam prosząc o drugą szansę. Do przyjścia  lekarza nie przestawałam się modlić.

Lekarz zaczął ze mną rozmawiać, był bardzo miły.  Po badaniu i rozmowie kazano wypić mi 1 litr jakiegoś węgla. Na płukanie żołądka było już za późno. 

Póżniej zaprowadzono mnie do sali, gdzie kazano mi się położyć i podłączono mnie do kroplówki.

Po przebudzeniu podeszłam do pielęgniarki. Poprosiłam o zdjęcie welfronu, myślałam, że będę mogła wrócić do domu i zdążę do pracy na godzinę 13.30.

Pielęgniarka jednak spojrzała na mnie z politowaniem i powiedziała, że zaraz karetka przewiezie mnie do Szpitala Psychiatrycznego pytając mnie czy w ogóle mam świadomość co chciałam zrobić.

Chodziłam po szpitalnym korytarzu zastanawiając się co będzie jak ucieknę. 

Przemyślałam jednak, że nie mogę.  Znają przecież dokładny adres mojego miejsca pracy i zrobią mi obciach jak w kaftan mnie ubiorą.

Nie zważając na zakaz, że nie mogę się oddalać, wymknęłam się, kiedy ktoś wchodził i udałam się na zewnątrz zapalić papierosa, myśląc przy tym czy uciec czy nie.

Postanowiłam wrócić na oddział.

W drodze powrotnej usłyszałam głos mojej zrozpaczonej mamy.

Rano mój syn poprosił ją, aby zrobiła mu śniadanie i wtedy dopiero wszystko się wydało.

Przez łzy rozmawiała ze mną, nie mogąc zrozumieć jak ja taka według niej silna mogłam to zrobić.

Ja już wtedy wiedziałam, że to szatan nie pozwala mi iść dobrą drogą i nie chce mnie wypuścić ze swoich łap.

Karetka zawiozła mnie do szpitala. 

Przeprowadzono ze mną wywiad, zadawano wiele pytań. 

Nie zgodziłam się na hospitalizację. 

Pomoc zaoferowała mi mama, że się mną zaopiekuje.

Wróciłyśmy do domu.

Byłam wdzięczna Bogu, że ocalił mnie i pozwolił żyć....








piątek, 21 lipca 2023

Film pt "Jezus" i zaproszenie na kurs Alfa


Dnia 4 października 2004 r. wraz z moją mamą poszłam na projekcję filmu pt. "Jezus" , który wyświetlany był w sali widowiskowej w naszym kościele.

Była to akcja, która trwała wówczas w całym kraju. Polegała na promowaniu w/w filmu w kościołach i kinach całkowicie za darmo. Każdy był zaproszony 😊

Zanim zaczęła się projekcja filmu, na scenę wyszła młoda dziewczyna, która opowiedziała swoją historię jak wyglądało jej życie zanim poznała Jezusa.

Pamiętam, że jej historia bardzo mnie poruszyła, bo w jej opowieści dużo rzeczy pasowało do mnie. Też tak jak ona czułam pustkę, czułam się nieszczęśliwa i czegoś mi było brak.

Kiedy kończyła swoją opowieść skierowała do nas słowa, abyśmy po projekcji filmu zostali jeszcze na chwilkę, bo chciałaby coś ogłosić.

Film pt. "Jezus" był zbliżony do każdego filmu o życiu Jezusa Chrystusa, lecz tu pod koniec filmu zwrócił się do nas lektor i powiedział, że jeśli ktoś w tym momencie pragnie oddać swoje życie Jezusowi to może zrobić to teraz powtarzając za nim słowa modlitwy.

Bez chwili zastanowienia tamtego wieczoru oddałam życie Jezusowi.

Kiedy film się zakończył i zapalono światło, wyszła na scenę ponownie ta młoda dziewczyna w towarzystwie innych osób. 

Zaprosili oni wszystkich obecnych na sali na kurs Alfa, opowiadając krótko na czym będzie polegał. Kurs ten miał rozpocząć się w środę. 

Zapragnęłam  w nim uczestniczyć, a ponieważ pracowałam wtedy na dwie zmiany, wiedziałam, że nie dam rady.

Nastała środa i odbyło się pierwsze spotkanie, w którym uczestniczyła moja mama.

Kiedy wróciłam z pracy, a tego dnia pracowałam na drugą zmianę, mama zaczęła opowiadać jak było cudownie. Opowiadała o ludziach, którzy prowadzą kurs, jacy są cudowni i wspaniali, jak przebiegał pierwszy dzień kursu i co się dowiedziała.

Tak bardzo chciałam tam pójść za tydzień.

I nastał ten wyczekiwany przeze mnie dzień, kolejna środa, drugie spotkanie i ranna zmiana yuupii.

Kiedy zbliżała się godzina 19 - ta i był juz czas by wyjść z domu, poczułam, że coś odbiera mi siły. Całym sercem pragnęłam tam iść, lecz moje ciało jakby nie miało sił, ciągnęłam je za sobą. Nie wiedziałam jeszcze wtedy dlaczego tak się dzieje. 

Pokonałam to jednak i doszłam na spotkanie.

Tego wieczoru jednak bardzo żle się czułam, cały czas powstrzymywałam łzy, myślałam, że zaraz wybuchnę. Nie wiedziałam co się ze mną dzieje.

Ci ludzie wydawali mi się dziwni, tacy szczęśliwi, dobrzy i mili. Obserwowałam ich podejrzliwie. Nawet pomyślałam, że to jakaś sekta.

W przerwie od jednego do drugiego spotkania zdążyłam to sprawdzić. 

Udałam się do biura informacji o ruchach religijnych i sektach, aby się upewnić czy czasem ta cała wspólnota nie jest tym o czym wtedy myślałam.

Jednak ksiądz, który tam urzędował rozwiał moje obawy - nie była to sekta 😊

Nie wiedziałam jednak co przede mną .............




  


środa, 19 lipca 2023

Wstęp

Cześć.

Wielu osobom wiara w Boga kojarzy się ze "średniowieczem", dlatego chciałabym podzielnic się z Wami kilkoma historiami z mojego życia. 

Nie są one zmyślone, czy gdzieś przeczytane. 

Są  one prawdziwe i wydarzyły się naprawdę.

Chciałabym, aby pomogły Wam, tak jak mi kiedyś odnaleźć sens życia i byście poznali Tego komu najbardziej na nas zależy. 

Tego dla kogo jesteśmy wszyscy ważni pomimo upadków, popełnianych błędów...

Zanim poznałam Boga, próbowałam znaleźć sposób na szczęście w związkach, po których później długo cierpiałam. 

W różnego rodzaju dyscyplinach sportowych czy nocnych imprezach. 

Aby być akceptowaną przez rówieśników, łamałam swoje zasady i zapominałam o wartościach, których od małego uczyli mnie moi rodzice. 

Z roku na rok, było coraz gorzej. Przez złe wybory byłam poraniona.

Nieważna była dla mnie nauka, przez co miałam problemy w szkole.  

O chodzeniu do kościoła to już w ogóle nie było mowy, a Ci wszyscy katolicy to byli jacyś nawiedzeni w tamtym czasie dla mnie. 

Może tak jak ja teraz dla Was.

Jeszcze w szkole średniej zostałam mamą. 

W wieku 20 lat urodziłam syna, którego wychowywałam samotnie.

Borykałam się z różnego rodzaju problemami, czułam się  nierozumiana, nieszczęśliwa, aż do tego dnia....

I tu zaczyna się moja przygoda z Bogiem, która trwa do dziś.

Zapraszam Was serdecznie do obserwowania mojego bloga 😊

Zawalczcie o swoje dzieci

To będzie taki trochę inny post z przesłaniem dla tych wszystkich rodziców, którzy mają nastoletnie dzieci, które pogubiły się w tym naszym ...